Świadectwo Kasi

Przez kilka lat małżeństwa, nie zajmowałam się finansami w ogóle. Wydawało mi się, że
skoro staramy się żyć z Bogiem, sfera finansowa sama się ułoży. Taka naiwna interpretacja
„starajcie się wpierw o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam przydane”. Słowa Pisma
Świętego, nawet te mówiące wprost o pieniądzach, odbierałam bardziej jako metaforę i
zachętę do rozwoju życia duchowego. Tym trudniej było mi zrozumieć pogłębiające się
problemy finansowe.Kolejna pożyczka, rosnące długi. Wywoływało to we mnie narastający lęk, brak poczucia bezpieczeństwa, a w końcu zaczęło podkopywać zaufanie do męża, rodziny, siebie, a przede wszystkim do Boga. Wszystko to kotłowało się we mnie nienazwane, aż do wyjazdu na rekolekcje.

Tam skrywana i narastająca bańka emocji i żalu pękła – pytałam „czemu Ty Boże mi nie pomagasz? Czy jesteś ze mną, czy muszę radzić sobie ze wszystkim sama? Czy rzeczywiście mnie kochasz? Nie zostawiasz „na pastwę losu”?

Pan Bóg dotknął tego miejsca, wydobył je na światło dziennie, nie dał mi jednak doraźnego
uzdrowienia czy rozwiązania problemów finansowych. Z początku nie rozumiałam czemu, jednak z perspektywy czasu widzę, że szykował coś o wiele lepszego.

Zamiast magicznym pstryknięciem palców dać mi brakujące pieniądze, przemieniał moje myślenie. Zamiast doraźnego poklepania po ramieniu – nauczał swoich zasad, edukował mnie swoim słowem i wsparciem dobrych ludzi.

Tak, poprzez prowadzących Kurs finansowy Crown i treści którymi się dzielili,
Pan Bóg odpowiadał na moje pytania, wątpliwości, uzdrawiał rany, ale też pokazał
„profilaktykę” przed powieleniem tych samych błędów.Kurs finansowy odbieram, jako bezpośrednią odpowiedź na moje modlitwy i drogę do uzdrowienia przez Boga.

Odkryłam, że Biblia mówi o finansach i to bardzo wprost. Że zarządzanie finansami i innymi
zasobami materialnymi jest ściśle powiązane z duchowością – i tak jak do tej pory złe
zarządzanie, doprowadziło mnie do rys i pęknięć w relacji z Bogiem, tak teraz wyposażona w
narzędzia, mam nadzieję tę relację pogłębić.

Zachwyciło mnie, że Pan Bóg wcale nie chce bym lekceważyła sferę finansową, a wręcz przeciwnie, On bardzo chce być ze mną w tej sferze i mnie w niej prowadzić.
Do tej pory żyłam w przekonaniu, że to co mamy, pochodzi od Boga. Wydawało mi się
jednak, że jest to nam jakby dane na własność, że co prawda dał nam Bóg, ale teraz jest to
już nasze i my o tym decydujemy.

Odkrywcze i dające zupełnie inny wymiar odpowiedzialności, było uświadomienie sobie, że to co mamy – czas, pieniądze, relacje, zdrowie – to wciąż należy do Boga, a my tym tylko zarządzamy. I z tego zarządu zdamy relację, odpowiemy przed Bogiem. Wciąż daleka droga przed nami i wiele się musimy nauczyć, wdrożyć regularne nawyki.

Czuję jednak opieką Bożą na tej drodze – Pan Bóg widząc nasz wysiłek i chęć uporządkowania tej
sfery w zgodzie z Jego zasadami, bardzo nam w tym błogosławi. Podczas kursu ubiegałam się
o pracę, która wcześniej wydawała się nieosiągalna. Modliłam się słowami z Pisma Świętego
zapamiętanymi na kursie, udało mi się dostać na rozmowę z kierownikiem, i okazało się, że
jest zainteresowany współpracą.

Chwała Panu! Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *